Grafika: https://naekranie.pl/aktualnosci/nowy-zwiastun-animacji-baranek-shaun

Baranek Shaun to jedna z moich ulubionych postaci z filmów animowanych. Niezbyt wyrośnięty, ale z charakterem i dlatego przewodzi stadu. Pozostałe owce często zupełnie bezrefleksyjnie robią to, co tytułowy baranek wykoncypuje. Co więcej, one rzadko kiedy w ogóle rozumieją o co chodzi w całej akcji, a wiedzą tylko jaki mają wykonać następny krok. Efekty są różne, ale zazwyczaj zabawne i niezbyt katastrofalne. W końcu to bajka.

Życie to nie bajka, a jednak wielu ludzi zachowuje się w sposób przypominający zagubione owieczki. Pamiętam, że kiedy zdawałam egzaminy na studia liczba kandydatów na jedno miejsce na kierunku psychologia była bardzo duża (na UKSW wynosiła wówczas chyba 24). Skąd tak ogromne zainteresowanie? Czyżby maturę zdało wtedy pokolenie entuzjastów pomagania ludziom i pasjonatów zgłębiania tajników ludzkiej psychiki? Wątpię. Sądzę, że pewna część z osób starających się wtedy o przyjęcie na psychologię rzeczywiście podjęła tą decyzję świadomie. Jednak tak duża liczba chętnych wydaje mi się raczej skutkiem niewiedzy maturzystów i braku ich jasności co do wizji własnego życia. Jakkolwiek nie jest to szokujące, że w wieku lat 19 czy 20 nie wie się jeszcze zazwyczaj kim tak naprawdę się jest, jakie się ma wartości i priorytety życiowe, to decyzję o swojej przyszłości trzeba podjąć. Wielu maturzystów zatem sprawdza ranking najbardziej obleganych kierunków i na tej podstawie dokonuje wyboru uznając, że skoro jest tak dużo chętnych to są ku temu poważne powody. Niektórzy wybierają kierunki gdzie wymagania są minimalne a prawdopodobieństwo zostania studentem wysokie (w tym przypadku studia stają się niejako formą przetrwania w sytuacji totalnego zagubienia na progu dorosłości i nadzieją, że za 5 lat może już się będzie wiedziało kim chce się być). W tych ostatnich przypadkach trudno mówić o świadomym i racjonalnym wyborze. W takim sensie decyzje maturzystów i pęd na studia o określonych kierunkach (tu akurat psychologia) wydają się raczej efektem myślenia grupowego, które w psychologii poznawczej (!) klasyfikuje się jako błąd logiczny i nazywa efektem podczepienia. Zasada podczepienia powoduje, że zanika indywidualne myślenie, a decyzje podejmowane są w oparciu o to co myślą, głoszą lub robią inni. Człowiek będąc w tłumie traci swą jednostkową tożsamość, odrębność. Następuje coś w rodzaju zaniku świadomości własnego „JA”. W konsekwencji wybory czy zachowania jednostki będącej ofiarą myślenia grupowego przestają być spójne z „JA”. Sądzę, że w tej sytuacji funkcję ochroną pełnić mogą samoświadomość i ukształtowana silna osobowość pozwalające zachować niezależność. W stosunku do nastolatków to jednak wymaganie nadmiarowe, więc i ich decyzje często są niespójne i podejmowane w oparciu o zewnętrzne wskazówki (rankingi, rodzice, znajomi). Wracając do refleksji na temat maturzystów i wyboru przez nich kierunku studiów chciałabym jeszcze podkreślić znaczenie drugiej strony tych działań. Mam na myśli uczelnie, które obserwując co dzieje się na rynku przygotowują więcej miejsc na pierwszym roku na najbardziej obleganych kierunkach oraz prześcigają się w coraz bardziej atrakcyjnych kierunkach próbując przyciągnąć do siebie kandydatów na studia. Skutki są takie, że na najbardziej popularne kierunki wcale nie jest się tak trudno dostać i po 5 latach jest mnóstwo specjalistów z dyplomem, który staje się mało użyteczny przy pierwszej próbie podjęcia pracy. Dziś wielu psychologów ma ogromne problemy w znalezieniu zatrudnienia w zawodzie, po samych tylko magisterskich studiach wydaje się to wręcz niemożliwe. Nie ma nawet ustawy o zawodzie psychologa. Wydaje się zatem, że przyłączanie się do tłumu prącego na psychologię okazało się dla wielu osób liczących na wysokie zarobki i prestiżową pracę wyborem chybionym. Czy to co działo się wtedy (a może i dziś dzieje się w odniesieniu do informatyki czy prawa) można uznać za owczy pęd? Wydaje mi się, że tak.

Po dłużej chwili refleksji dostrzegam pewne podobieństwo między opisaną powyżej sytuacją sprzed kilkunastu lat a obecną atmosferą wokół Bitcoin. Przyznam, że nie do końca rozumiem skąd (poza motywacją finansową inwestorów) aż takie zaaferowanie tą kryptowalutą, ale obserwowanie tego co się dzieje na rynku w tym obszarze jest dla mnie fascynujące i niepokojące jednocześnie. Po wpisaniu w Google zapytania „bitcoin” czytam: „Czy po przekroczeniu bariery $3000 Bitcoin zakończy rok 2017, kosztując $4000?", "$15000 za sztukę Bitcoina do końca tego roku" albo "Bitcoin osiągnął rekord". Wiele portali specjalistycznych wydaje się nakręcać tę spiralę. Wskutek tego oczekiwania indywidualnych inwestorów rosną… rosną… i stają się coraz mniej adekwatne. Ale w internecie jest coraz więcej i coraz łatwiej dostępnych informacji o wyjątkowej okazji do zakupu Bitcoin z perspektywą świetnego zarobku. Niektórym inwestorom pewnie aż trudno się oprzeć. Jak tym maturzystom sprawdzającym rankingi najbardziej obleganych kierunków i na tej podstawie podejmujących decyzje odnośnie do swojego dalszego życia (ze świetlaną wizją). A z drugiej strony wspomniałam tez o uczelniach, które mniej lub bardziej subtelnie korzystają rokrocznie z takiego szumu (rankingi, nowoczesne kierunki, promocje) przyciągając zainteresowanie i potencjalne źródła dochodu. Bitcoin stał się wg mnie w jakimś stopniu magnesem przyciągającym uwagę wielu i mocno oddziałującym na świat inwestorów oraz branżę finansową. Wydaje mi się, że to porównanie nie jest mocno naciągane.

Podsumowując, syndrom myślenia grupowego pojawia się w różnych obszarach ludzkiego życia. Wyłoniły się nawet odrębne gałęzie psychologii zajmujące się tą tematyką (psychologia tłumu czy społeczna). Również w sferze inwestowania psychologia zaznaczyła swą obecność opisując tzw. owczy pęd w odniesieniu do rynków finansowych. Zachowania stadne w tym obszarze dotyczą głównie inwestorów indywidualnych i powodują naśladowanie innych uczestników rynku oraz uleganie wpływowi czynników zewnętrznych (brokerzy, media). Powoduje to nagłe i niezbyt racjonalne kupowanie lub sprzedawanie instrumentów przez wielu traderów jednocześnie. To natomiast skutkuje wzrostem lub spadkiem (natychmiastowym i niezupełnie logicznym) cen walorów naruszając założenie o racjonalnych inwestorach (klasyczna ekonomia). Efekt jest taki: inwestorzy widząc mocne spadki lub wzrosty kursów kupują lub sprzedają (opierając swoje decyzje na decyzjach i zachowaniach innych). W konsekwencji po prostu tracą swój indywidualny ogląd sytuacji i podążają za innymi jak owce jedna za drugą. Dlatego warto pamiętać, by decyzje inwestycyjne opierać na przeprowadzonej zgodnie z obraną metodą analizie. Przy tym pozostać cierpliwym i zdyscyplinowanym, by nie dać ponieść się emocjom i uchronić przed grupowym myśleniem.

Marta Sokołowska

Psychoterapeuta z bogatym doświadczeniem zawodowym. Traderka korzystająca z wskazówek Niala Fullera. Opracuje ćwiczenia z psychologii tradingu oraz diagnostykę psychologicznych uwarunkowań tradingu.