To co wkurzało mnie na rynku akcji, to możliwość gry tylko w jedną stronę (wiem, że istnieje możliwości krótkiej sprzedaży, ale dla mnie to było niedostępne). Dodatkowo mając niewielki kapitał, próby zarobienia co miesiąc były bardzo mgliste, a jak rynek spada, to praktycznie niemożliwe. Więc postanowiłem otworzyć dwa konta w domu maklerskim z możliwością gry na instrumentach pochodnych.

Początek – FPKO, FPKN, FPGN, FPGE

Chciałem mieć możliwość zagrania Long i Short bez konsekwencji zamykania pozycji. W mocnym uproszczeniu można by rzec, że chciałem zagrywać i łapać duże trendy, w wizualizacji mogłoby się to przedstawiać tak:

Trzymam i otwieram przeciwnie, by łapać poszczególne ruchy – wiadomo, że z czasem przestawiałbym na BE, ale cały czas byłbym w grze. Niestety polska giełda nie dawała wtedy zbyt wielkiego wyboru, a płynność i spready wołały o pomstę do nieba.

Początek był umiarkowany, jeszcze zawierałem czasami zagrania na akcje, ale powoli i systematycznie przestawiałem się na grę kontraktami terminowymi, która poza możliwością gry w obie strony dawała jeszcze jeden ważny (przede wszystkim na Fx) czynnik czyli – lewar. We wrześniu 2014 roku stan konta prezentował się następująco:

Jednak był to też rok pewnych zmian, zaczęły nieśmiało pojawiać się światełka w tunelu.

Książki – zdobywanie wiedzy

1. Analiza Techniczna Rynków Finansowych - John J. Murphy
2. Analiza Techniczna Rynków Terminowych - Jack D. Schwager
3. Podstawy Spekulacji - Thomas N. Bulkowski
4. Spekulacja intuicyjna - Curtis M. Faith
5. Droga Żółwia - Curtis M. Faith
6. Zawód Inwestor Giełdowy - dr Alexander Elder
7. Psychologia Rynków Finansowych - Tony Plummer

Z całym szacunkiem dla podanych tutaj tytułów i ich autorów, ale uważam, że to nie były dobre pozycje dla początkującego gracza. Żadna z tych książek (być może poza pozycją 2., gdzie było sporo stron ćwiczeń) nie skupiała się na tym co najważniejsze, a pokazywała jak mantrę metody, wskaźniki, aspekty psychologiczne i wiele innych zagadnień, które mnie osobiście zrobiły raczej zamęt, niż pomogły wyrwać się z błędnego koła własnych błędów.

Natomiast wziąłem udział w dwóch konkursach (sierpień i listopad 2014) na blogach, które przeglądałem. Pierwszy dotyczy tego, czy warto inwestować, oto mój komentarz GoldWolf – praca konkursowa. Drugi to porównanie AF czy AT – tutaj moja praca konkursowa. Dzięki udziałowi w tych konkursach wygrałem dwie uważam, za jedne z bardziej wartościowych pozycji, które czytałem: „Trader doskonały” – Van K. Tharp i „Uniwersalne zasady spekulacji” – Brent Penfold. Szczególnie ta druga wywarła na mnie kolosalny wpływ, bo (co za paradoks) jej australijski autor napisał tak:

Najważniejsze są poziomy wsparcia i oporu. - Skąd my to znamy?
„Z moich doświadczeń wynika, że
większość traderów … nie czeka z otwarciem pozycji na sygnał potwierdzający.”
„Elementy skutecznej spekulacji: Nie komplikuj, Zrozumienie, Prostota użycia, Obiektywność, Solidność, Równowaga emocjonalna, Zarządzanie czasem.”
Zasada maksimum przeciwności. Ta podstawowa reguła giełdowa głosi, że rynek zachowa się tak, by rozczarować jak największą liczbę inwestorów. Nigdy nie należy o tym zapominać.”
Trzy filary – zarządzanie pieniędzmi, metoda, psychologia.

Autor wspomina również by każdą metodę poddać procedurze TEST – przez 30 dni grając na kartce wysyłasz maile w momencie wejścia i wyjścia do osoby zaufanej. W ten sposób, ktoś z boku wspólnie z Tobą będzie mógł ocenić czy Twoja metoda ma sens.

Mimo przeczytania tych książek nadal tkwiłem w błędnym kole własnych błędów, a właściwie o nich nie wiedziałem. Niestety nie wszystkie wskazówki i zagadnienia w nich poruszane chciałem zrealizować – nie będę przecież tracił czasu, bo czas to pieniądz. Nie chciałem pracować nad sobą!

Światło w tunelu – jedna jaskółka wiosny nie czyni

Na wykresie widzimy trend spadkowy. Cena dochodzi właśnie do kluczowego miejsca.

Jak to zagrałem?

Po odbiciu ceny kupiłem na otwarciu PKC (po każdej cenie) za 23,3 i ustawiłem SL 22,5 – niestety walor otworzył się oknem hossy (wtedy nazywałem to luką otwarcia) – jak również widać rynek nie zamknął go, ale zszedł i uruchomił mój SL. Następnego dnia ponowiłem, po cenie 23,83 i tym samym SL 23,5. Rynek na początku poszedł do góry potem skorygował, nie złapał jednak mojego SL i poszybował w górę – często można zauważyć tak dynamiczny ruch korekcyjny na spadających walorach. To nie ja zamknąłem pozycję, bo korzystałem z konta przyjaciela, który mi ją zamknął.

Jak widać rynek podszedł 3 raz pod strefę wsparcia 22 – 23 i poszedł wyżej – to moja gra. To jest to co zawsze chciałem grać, mój system wejścia, który miałem w głowie – zagranie na 2 – 3 odbicie.

Kolejnym zagraniem pokazującym mój system wejścia, to co preferowałem grać – kontrakt na PKO.

Tutaj również rynek podszedł pod poziom 38 (2 razy), grałem wprawdzie na spadkowych ruchach, ale 2 razy kupiłem po 37,99 zł, a sprzedałem dość przypadkowo – właśnie wygasła seria i samo się sprzedało ;-).

To są dwa zagrania, które pokazują, czego chciałem od rynku i jak chciałem grać. Niestety nie wpadłem na pomysł, by sobie je wydrukować i powiesić na ścianie przed monitorem przy którym grałem, może wtedy nie popełniłbym jeszcze tak wielu błędów przy wejściach. Dodatkowo w tamtym czasie nie przywiązywałem wagi do horyzontalnych poziomów – co również obrazują te przykłady.

Wyzerowałem konto – wyszedłem na plus

Tak dochodzimy do roku 2015. Tyle co udało mi się zamknąć kontrakt na PKO. Pierwsze dwa miesiące było minusowe, a później złapałem rynek za jaja.

To co może uderzać w tym dzienniku, a szczególnie w maju, o czym często się mówi, ale jakby ludzie o tym zapominają – skuteczność, ostatnie kolumna T[%]. W maju wyniosła raptem 22%, a był to najzyskowniejszy miesiąc tego roku. Druga sprawa w sumie w marcu i w maju dokonałem tylko 11 zagrań. No i to czym mogę się chlubić R – ponieważ ryzykowałem stałą kwotę kapitału wyrażoną w procentach, to gdy złapałem ruch współczynnik R (zysk/strata przez ryzykowana kwota) był bardzo duży, odpowiednio dla zyskownych transakcji 13,64; 6,17; 34,53 oraz 35,93 – jest się czym chwalić. 14 sierpnia 2015 roku byłem bardzo szczęśliwy, bo wreszcie pojawił się na moim koncie po prawie roku na minusie – plus.

Ile bym dał by tak obecnie wyglądało moje konto (w domu maklerskim podobnie jak na koncie MT4 pokazana kwota dotyczy całej historii rachunku).

Potem się sypło i trudno mi powiedzieć dlaczego. Tak przedstawiała się krzywa kapitału za rok 2015.

Założyłem wirtualny dziennik tradera 15 grudnia 2015 na forum comparic.pl (nick GoldWolf – Spekulacja intuicyjna Price Action – powinienem to raczej nazwać Spekulacja z uzi w ręku) pod wpływem obejrzenia p. Marcina Wenus na TJS. Dziennik natomiast założyłem bo Rafał Zaorski w jednym wystąpień na TJS wspomniał, iż zna przykład osoby, która prowadzi publiczny dziennik na FB(Facebooku) i widać u niej poprawę wyników.

Stadium 2 – Oświecenie, i oświecenie, i oświecenie i czarna d...a

Do dzisiaj jak dobrze pamiętam, przeżyłem kilka oświeceń (pomysłów na granie – głównie skoncentrowanych na momencie wejścia), które jak mniemałem miały mnie zaprowadzić na szczyt. Jedno z oświeceń dotyczyło okrągłych poziomów. Czytałem o tym wprawdzie, ale zapomniałem i na nowo odkryłem – czyli, że cena ma tendencje do odbijania się od okrągłych poziomów np. KGH od poziomu 100. Kolejnym było na nowo odkrycie dywergencji stocha – odrzuciłem wskaźniki, ale pod wpływem TJS do nich na trochę wróciłem. Jeszcze innym oświeceniem było wymyślanie różnych koncepcji systemów gry – ciekawe, że żadnego z nich nie opisałem i dobrze nie przetestowałem, a o jednym z takich testów przeczytacie później.

A co do oświeceń dotyczących narzędzi jakich mam używać, no to mógłbym chyba o tym encyklopedię napisać. Praktycznie co miesiąc, co złe zagranie lub co jakieś inne widzi mi się zmieniałem liczbę oglądanych walorów. Na początku używałem świec, były jakby naturalnym i polecanym przez wszystkich narzędziem do pracy. Potem gdzieś również pod wpływem książki, oraz tego, że przegrywałem zastosowałem bary – prawie to samo, takie świece bez korpusów (widać na wykresach wyżej).

Raz miałem 9 wykresów w jednym oknie, raz 1, raz 2, 3, 4, a może i 12. Później przegląd narzędzia, Statica, Amibroker, PowerTrader czy przeglądarkowe narzędzia domów maklerskich, i tylko zmiany i zmiany i zmiany. Wręcz jedno oświecenie w tej materii prześwietlane kolejnymi oświeceniami. Doszło do tego, że miesiąc bez jakiejkolwiek zmiany w narzędziu, czy to ilości przeglądanych walorów, czy to ilości interwałów, to miesiąc stracony. Wpadłem w kolejne koło błędnych, błędów, błędami poganianymi.

Niezłe szambo, którego smród ciągnął się i ciągnie do lutego 2017 roku, a i tak nie wiadomo, czy jeszcze do niego nie wpadnę na chwilę by mnie znowu osmrodziło.

Ostatnia dawka oświeceń przyszła wraz z oglądaniem kolejnych nagrań TJS (Trading Jam Session). Tak właśnie przeszedłem z bananowego warszawskiego kasynka GPW do prawdziwego Forexowego Las Vegas – po prostu grać nie umierać.

Kolejny artykuł już wkrótce.

Rafał Zając

Kochający mąż i ojciec. Z zawodu informatyk. Prywatnie amator sportu. Kierujący się w życiu zasadami etyki chrześcijańskiej.