Mam na imię Rafał i być może jak Ty chciałbym zarabiać spekulując (inwestując). Jak do tej pory mi się to nie udało. Posiadam spory bagaż doświadczeń, którym chciałbym się podzielić, prawdopodobnie dlatego, by pomóc sobie, a i rykoszetem pomóc Wam. Mam nadzieję, że czytając ten artykuł wyciągniecie wnioski na przyszłość i sami zastanowicie się, jak poprowadzić swój rozwój w rynkowym chaosie. Gdybym mógł inaczej do tego wszystkiego podejść mając obecną wiedzę, zrobiłbym to bez mrugnięcia okiem, ale wtedy ten tekst mógłby nie powstać.

Owieczka

Moją przygodę z rynkiem zacząłem gdzieś we wrześniu 2011 roku. Wiązało się to z tym, iż mój najbliższy przyjaciel miał dostać akcje przedsiębiorstwa, w którym pracował od początku swej kariery zawodowej. Przypadło mu około 10000 akcji w cenie w okolicach 3 zł. Jak teraz sobie przypominam, pierwszy mój kontakt z rynkiem związany był z kanałem telewizyjnym koncernu ITI - TVN CNBC (obecnie jest inna nazwa). Bardzo zainteresował mnie ten temat. Przychodziłem z pracy o 15:30, jadłem obiad i do 17:30 – 18:00 oglądałem ten program – śmialiśmy się nieraz z siostrą, że oglądam mój ulubiony serial. Oczywiście 17:00 – 17:30 był to czas zamykania sesji GPW (Giełdy Papierów Wartościowych) w Warszawie.


Później w pracy natknąłem się na znajomego, który też interesował się rynkiem i jak mi powiedział, udało mu się zarobić na mieszkanie. Polecił mi przeczytanie tzw. biblii AT (analizy technicznej) – „Analiza techniczna rynków finansowych” - John J. Murphy. Bez przeczytania tej książki nie miałem co wchodzić na rynek. Również ów znajomy zalecił mi zapoznanie się z internetową bazą wiedzy utworzoną przez DM BOŚ. Tak uzbrojony ruszyłem na rynek zakładając konto, które było sprzęgnięte z kontem bankowym. Miałem dostęp do rynku akcji. Pierwszą transakcję dokonałem 08.11.2011 roku, było to kupno akcji KOV (Kulczyk OilVenture – obecnie ). W sumie dokonałem 12 transakcji w 2011 roku – oto ich rezultat:

Getin w 2012 roku został podzielony na dwa podmioty i dopiero wtedy go sprzedałem.

W taki oto sposób rok 2011 zakończyłem minimalnym zyskiem. Był to też ostatni rok, w którym było dane mi zobaczyć plus. Początkowy sen o tym, że pieniądze leżą na ulicy i tylko należy się po nie schylić, powoli odchodził w dal.

Rok 2012 zakończył się stratą 2167,45 zł. Niewiele umiem sobie przypomnieć z tego okresu, nie wiem co się działo od strony rynkowej. Obecnie mogę jedynie napisać, iż byłem nieświadomą owieczką, chodzącą po rynkowym polu minowym, której udało się nie stracić głowy, chociaż od czasu do czasu ktoś golił ją z tej czy innej strony. Pamiętam również moją naiwność, w której wymyśliłem sobie, że będę kupował Bioton po 6 groszy, a sprzedawał po 7 groszy i zgarniał kapuchę ;-).

Rok 2013 był ważnym rokiem, zmienił się mój stan cywilny, zmieniło się otoczenie, w którym przebywałem – miasto, w którym obecnie mieszkam i parę innych rzeczy. Był to też rok czarnego łabędzia.

Czarny łabędź

Rzućmy okiem na taki rynek – 11.2012 – 02.2013:

Zaproponowałbym takie linie horyzontalne:

A jaką ja zająłem pozycję i gdzie? Ponieważ to rynek akcji, mogłem zająć jedynie pozycję Long.

Kupiłem na ostatniej świeczce (czarna – spadkowa) dotykającej środkowej linii (mega okno hossy). Jak do tego doszło, dlaczego kupiłem w takim miejscu? Akurat walor ten był również notowany w US, gdzie dzień wcześniej był ponad 20% wzrost.

Gdy następnego dnia przyszedłem do pracy, widząc co działo się w US, zacząłem się zastanawiać, jak by to wykorzystać. Pojawiły się emocje i wpadłem na pomysł, że pożyczę 2tys. by powiększyć budżet i zapakować się w ten walor pod korek. Postanowiłem również zagrać bez SL. Pamiętam to rozemocjonowanie – jakbym trafił na jakiś naprawdę dobry sygnał.

Co było dalej?

Widać to na tym zdjęciu 25 dni później - strata wyniosła 65,68% całego kapitału.

Prawie zostało na oddanie pożyczonego długu. Dlaczego tak długo trzymałem tę pozycję – tutaj pojawiło się zaklinanie rzeczywistości. Pierwszą rzeczą, która wtedy działała u mnie bardzo dobrze i działa nadal, to dorabianie sobie teorii do podjętych już decyzji. Kupiłem walor, który spada, ale przecież nie kupiłem byle co: „CEDC – Największy producent wódki na świecie ...”, wtedy pisało bodaj 3 na świecie, a największy w Europie. Dodatkowo akcję tego podmioty miał też ING – więc oni się znają. Taki producent nie może upaść. Zamiast analizować wykres, analizowałem różne informacje i czekałem na ruch do góry oraz znaczny zarobek – nie doczekałem się.

Ogólnie nie można powiedzieć, by strata była jakoś dotkliwa, jednak ten dzień, to doświadczenie, gdy nagle w ciągu kilku minut straciło się ponad 3 000 zł, prawdopodobnie do dzisiaj nie pozostaje bez wpływu na to, co robię na rynku. Nie chciałbym posiadać tego doświadczenia i nikomu go nie życzę. Czułem się tak jakby otępiały, jakby mi ktoś mocno przyłożył mentalnie. Nie pamiętam już wszystkich emocji tamtej chwili, ale odnoszę takie wrażenie, że nigdy wcześniej ani później nie czułem takich (trudno mi ocenić w 100% z perspektywy czasu) negatywnych i dobijających emocji. Gdy już ciut emocje opadły, wiem tylko jedno i tego jestem w 100% pewny, nie chciałem, by mi zabroniono dalszej próby gry na rynku. Pamiętam rozmowę telefoniczną ze swoją przyszłą żoną, gdzie zadałem pytanie: czy mogę jeszcze grać?
Myślę, że gdyby rynek był osobą, po tak zadanym pytaniu przez uczestnika jego gry by się bardzo ucieszył i powiedział „Mam Cię i nie puszczę – jesteś moim prosiaczkiem ;-)”!!!

Nie jesteś sam

W wakacje 2013 zacząłem szukać informacji o giełdzie na blogach. Wcześniej jakoś nie przyszło mi to do głowy. Trafiłem na jeden blog, a z niego na kilka innych. Moje pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne, jednak wraz z upływem czasu moje podejście znacznie się zmieniło. O ile dobrze pamiętam, mało z nich pisze o tym by trenować, ćwiczyć swoje umiejętności gry na rynku. Dodatkowo czytając różne blogi odniosłem wrażenie, że każdy z autorów ma jakąś własną tajemnicę, której broni jak czegoś naprawdę ważnego, czego utrata spowoduje jego porażkę. Może akurat nie miałem szczęścia w tej materii i nie trafiłem na blogi, które prezentują inny obraz.

Jednak w ten sposób mogłem przeczytać o poczynaniach innych ludzi na rynkowej karuzeli.
Kilka komentarzy, które zapadły mi w pamięć:

3 grudnia 2015 – Anonimowy
„ja uśredniłem spółkę CEDC całym portfelem po czym zbankrutowałem. Miałem wtedy portfel 8k zł na koniec 0zł, a CEDC przestał być notowany na banana parkiet GPW.”

31 grudnia 2013 – Anonimowy

„Apropo CRM(PZ Cormay). Mam sam te akcje, ... i uważam, że spośród nich właśnie Cormay ma obecnie najlepszy wskaźnik Cena/Perspektywy. Dodam, że posiadam ten walor ze średnią ceną ponad 12 zł i na pewno nie sprzedam tych akcji taniej. Pozdrawiam”

Od 2013 roku akcje CRM nigdy już nie wyszły powyżej 10zł, obecna cena waloru oscyluje w okolicach 3zł – na rynku nie ma nic pewnego!!!

Autor jednego z blogów przytoczył swoją rozmowę z pewną Panią, która trzymała akcje Bytom od ceny 5zł (lub od debiutu – nie pamiętam), do czasu gdy cena były poniżej 1zł i pytała się co ma zrobić.

6 kwietnia 2017 rozmawiałem przez komunikator ze znajomym z pracy, cytuję:
„... ja poległem na mgames 65% straty i czekam :)”

Nie wiem, na co czeka mój znajomy, ale chyba na cud. Jak więc widać nie tylko nie jesteśmy sami na ziemi jako ludzie, ale też jako tradingowe owce, a niektórzy już przepoczwarzają się w tradingowe świnie. Żaden z tych komentarzy mnie osobiście nie podbudował. Pokazuje on tylko, że ludzie nie wiedzą co to jest rynek i jak się mają (muszą) na nim adaptować. Ja i wielu innych na pewno nie raz odczuwało niepewność, pytało się „co ja mam zrobić”?!
Może moje sposoby szukania pomocy nie były zbyt dobre, ale nie zmienia to faktu, że ludzie rynku jakoś nie lubią się dzielić swoimi technikami gry – nawet na jednym z blogów przeczytałem, że autor zawiesza dalsze publikowanie pewnej metody, bo jak metodę używać będą wszyscy, to przestanie ona działać.

To co jest również ważne, że chyba okres przestawienia się z oglądania TV na czytanie blogów, można uznać za przejściem ze Stadium 1 tradingu (wg Niala Fullera) – Nieświadomości wagi czynników psychologicznych w tradingu (ja mam trochę odmienne zdanie na ten temat, o czym później), do Stadium 2 oświecenie – szukanie informacji na pytania, zdajemy sobie również sprawę, że trzeba trochę więcej pracy niż przypuszczaliśmy. Chyba mogę śmiało powiedzieć, że nadal w tym stadium trwam.

Dziennik tradera

W tej chwili trudno mi dokładnie ocenić, za sprawą kogo lub czego, ale jednak zacząłem prowadzić dziennik tradera (chociaż ja wolę o sobie mówić spekulant). Notowanie poczynań na giełdzie zacząłem prowadzić gdzieś w 2013. Wtedy głównie notowałem kursy przeglądanych lub zagranych walorów, dodając jakiś komentarz. Pisałem też o CEDC i o tym co się wtedy stało. Zapiski te wyrzuciłem, próbując jedynie po pewnym czasie odtworzyć wydarzenia dnia czarnego łabędzia. Obecnie posiadam w formie elektronicznej, prawdopodobnie wszystkie moje zagrania rynkowe od dnia 26.08.2014.

Dzięki prowadzeniu w różnej formie zapisków gry, doszedłem do 3 wniosków – błędów jakie popełniłem w dniu czarnego łabędzia:

1. Zdobycie kasy (pożyczka 2000 zł), kupowanie w pierwszej godzinie handlu

2. Nie ustawienie Stopa (SL – punktu w którym uznaję, że się pomyliłem i zamykam transakcje)

3. Skoncentrowanie środków na tylko jednym aktywie (zalążki zarządzania kapitałem)
Najgorsze było to, że czekałem na coś, co nie miało prawa się wydarzyć.
Dzięki tym zapiskom mogłem też dojść do refleksji o której wspominałem wcześniej – mój komentarz 30 grudnia 2013 -
„ Nie ma co rozpamiętywać przeszłości, natomiast wolałbym nie mieć takiego wspomnienia, które o wiele bardziej utrudnia grę.”

Jednak mimo, że prowadziłem dziennik, to nie potrafiłem się nim posługiwać. W pierwszym wierszu tego dziennika, mam taki cytat - TRZYMAJ SIĘ SYSTEMU BEZ WZGLĘDU NA TO, CO SŁYSZYSZ LUB CO SIĘ DZIEJE!
No tak, tylko jak trzymać się czegoś, czego się nie ma!?!

Moim zdaniem prowadzenie dziennika to jeden z kluczy, który trzeba posiadać, by móc otworzyć rynkowy sejf z pieniędzmi. Jak pokazuje jednak moje doświadczenie, nie wystarczy mieć klucz – narzędzie jeżeli nie wiemy jak z niego korzystać, chociaż mogło by się wydawać, że to tak oczywiste.

Podsumowanie

Tak oto przebrnęliśmy przez część moich doświadczeń z rynku w latach 2011 – 2014. W roku 2013 straciłem 4496,02 zł, a w 2014 straciłem 2618,22 zł. Więc, miałem kolejny rok w plecy. Myślę, że Nial mógłby to podsumować czterema punktami (4 filary sukcesu na Fx):

  1. Brak strategii wejścia w transakcję
  2. Brak dyscypliny – jak można być zdyscyplinowanym, nie mając planu?
  3. Brak zarządzania kapitałem
  4. Brak strategii wyjścia

Ja tego niestety nie wiedziałem, brakowało kogoś, kto mógłby mi coś poradzić. Jednak mimo braku przygotowania udało mi się zawrzeć jedną świetną transakcję:

Sprzedałem ją jednak zbyt wcześnie:

A gdybym tak poczekał 4 lata, to co by się stało?

Obecny kurs to 72 zł, co daje nam 183x72 = 13176 zł, a stanowi 1223,52% zysku - myślę, że wiele funduszy chciało by się poszczycić takim wynikiem za ostatnie 4 – 5 lat. Pokazuje to tylko jedną rzecz, bycie jak krokodyl, cierpliwy i czekający na swoje okazje, to jedna z bardzo dobrych dróg by osiągnąć sukces! O ile ma się odpowiedni plan!

Dlaczego uważam tą dla mnie stratną transakcję jako świetną, bo pokazuje to nad czym pracujemy i do czego dążymy – to co ja chcę osiągnąć, a co wiemy wszyscy – trend jest, był i będzie twoim sprzymierzeńcem nawet jeśli ty nie będziesz tego chciał!

Zapraszam na kolejne zapiski z mojej historii próby zarabiania na rynku.

Rafał Zając

Kochający mąż i ojciec. Z zawodu informatyk. Prywatnie amator sportu. Kierujący się w życiu zasadami etyki chrześcijańskiej.