Gdy moje myśli powoli zaczęły krążyć wokół przejścia na rachunek realny i opuszczeniu sali szkoleniowej – rachunku demo, popełniłem dwa błędy, a w konsekwencji 3 lub znacznie więcej. Niestety mózg potrafi wszystko racjonalizować i znajdować różne usprawiedliwienia, a nade wszystko jest leniwy, więc nawet dokładnie nie wiem, ile tych błędów zrobiłem.

Pierwszym błędem było zlecenie B na EURUSD.

Błędem było zlekceważenie tego, co wskazywał wykres. Pierwszą reakcję na poziom 1,1933 uznałem jako formację bez lokacji, chociaż widziałem, że jakoś dziwnie znalazła się w obszarze niezamkniętego okna bessy. Natomiast druga reakcja (a`la doji) została zignorowana. Następnie na początku tygodnia mieliśmy okno bessy i pin bar (muchomor), który zidentyfikowałem jako dobry moment na ustawienie zlecenia B. Liczyłem na zamknięcie okna i wypełnienie przestrzeni do 1,202.
Niestety tak się jednak nie stało, ale rynek dał mi drugą szansę, bo następnego dnia mogłem odwrócić pozycję. Nie wziąłem tego jednak pod uwagę i dopiero kolejnego dnia po aktywacji SL zauważyłem, że przecież realizuje się zakładana przeze mnie strategia – Gdy gol* wsp. 1.184, to test wsp. 1.1685.

*gol – oznacza przebicie poziomu wsp./opr. (S/R); staram się skracać swoje opisy i pomyślałem, że dobrze do tego się nada terminologia piłkarska, a że jestem fanem, to łatwo mi to przyszło. Setup do pewnego stopnia się udał.

Drugim błędem była pozycja na kablu (GBPUSD).

Zobaczyłem formację inside bar i jak sądziłem fałszywe jej wybicie dołem. Kłopot był w tym, że formacja pojawiła się w środku przestrzeni między górnym ograniczeniem okna bessy 1,363 a wsparciem 1,328 będącym również górnym ograniczeniem konsoli, z której cena wyszła górą i zapowiadała ciekawy ruch na północ.
Skusiłem się mając nadzieję, że impuls kilkunastu sesji wystarczy do wypełnienia przestrzeni do TP na poziomie 1,36031 (2,5R). Niestety tak się nie stało, a gdy aktywował się SL, to zrobiłem kolejny błąd zamykając otwartą pozycję B zajętą wcześniej. Tutaj aktywował się strach przed kolejną stratą. Więc zamknąłem pozycję, z którą wiązałem duże nadzieje i nie pozwoliłem, by rynek robił swoje.

Niestety to pociągnęło za sobą kolejne emocje, gdzie bałem się o wszystkie pozycje aktualnie zajęte, a mózg zaczął szukać winnych.
Dodatkowo w międzyczasie działy się wokół mnie inne emocjonujące rzeczy i w konsekwencji nie spałem dobrze przez bodaj 3 dni. Prawdopodobnie całe to zamieszanie powstało z próby zmiany R o 30% wyżej i wywołało po dwóch błędach strach przed stratą. W kumulacji z innymi emocjami czułem ogólne zmęczenie i zniechęcenie.
Ważne jest jednak to, że nie straciłem głowy i mimo strachu poprowadziłem jeszcze 2 pozycje na EURUSD i USDCHF wykorzystując opracowany plan (antycypacje) na dany tydzień. Wprawdzie nie udało mi się wyciągnąć tyle R ile powinno, ale spokojnie odrobiłem straty.
Po takich emocjach może powinienem jeszcze dać sobie trochę czasu, może jeszcze poćwiczyć kwartał, by nie cudować na rynku, ale decyzja zapadła już wcześniej. Miałem tylko nic nie sknocić przez kilkanaście dni – prawie się udało. Czas na powrót do inwestowania spekulacyjnego na rachunku rzeczywistym.
Ostateczny wynik na rachunku demonstracyjnym to 17,2 % zysku.

Zarządzanie pieniędzmi – ryzyko, przetrwanie, zysk

Przypomnę tylko, w jakim celu stosuje się zarządzanie kapitałem. Wiedzę oprę na książce „Uniwersalne zasady spekulacji” - Brent Penfold, którą miejscami będę cytować. Wprawdzie już kiedyś opisywałem część z tych informacji, ale są one na tyle ważne i uniwersalne, że warto je sobie powtarzać aż do ich całkowitego przyswojenia.
Zarządzanie pieniędzmi ma dwa cele:
- przetrwanie na rynku – czyli uniknięcie bankructwa,
- duże zyski – czyli generowanie zysków rosnących w tempie geometrycznym.
Jedynym słusznym podejściem jest wykorzystywanie antymartyngałowego zarządzania pieniędzmi, bo tylko ono pozwala przetrwać na rynku.
Posiada ono dwie własności:
- generuje geometrycznie rosnące zyski,
- zakłada asymetryczną dźwignię finansową.
Asymetria dźwigni finansowej polega na tym, że im większą stratę poniesiesz, tym trudniej ją odrobić, co przedstawia - mam nadzieję - dobrze Wam znana tabelka.

Pierwszym podstawowym pojęciem związanym z zarządzaniem pieniędzmi jest zarządzanie ryzykiem. Nawet dysponując solidną i dokładnie sprawdzoną metodą, nie jesteś w stanie przewidzieć własnych wyników. Nie jesteś w stanie przewidzieć tego, jak zachowa się rynek. Jedna rzecz, nad którą masz kontrolę, to część kapitału, jaką jesteś gotów zaryzykować w jednej transakcji. Metoda zarządzania pieniędzmi mówi Ci, jaka to powinna być część.
Jak wyznaczyć sobie budżet oraz określić tą część starałem się opisać w artykule - Dziennik tradera - metamorfoza prosiaczka, w akapicie Budowa planu gry – strategia inwestycyjna.
Przed przejściem na konto rzeczywiste postanowiłem jeszcze raz przejrzeć cytowaną książkę, by dowiedzieć się, czy nie znajdę tam jakiejś wskazówki lub czy zdobyte doświadczenie nie pozwoli mi zrozumieć więcej niż wtedy, gdy czytałem ją za pierwszym razem.
W ten sposób odkryłem, że Nial proponuje wykorzystanie strategii zarządzania kapitałem nazwanej w książce strategią stałego ryzyka i która jest odpowiednio zmodyfikowana.
Polega ona na tym, że znając wielkość posiadanego budżetu i określając maksymalną liczbę transakcji po której uznamy, że system nie działa, otrzymujemy kwotę stałego ryzyka. Przykład - budżet 3200 dzielę przez 40 i otrzymuję wartość 80 zł. Czyli w każdej transakcji powinienem tak dobierać wielkość pozycji, żeby maksymalna strata nie przekroczyła 80 zł.

No dobrze, ale możemy się zastanawiać, skąd się wziął często cytowany przez Niala przedział liczbowy 20 – 40? By to zrozumieć prezentuję tabelkę.

By uniknąć bankructwa należy mieć więcej szans na odrobienie ew. straty. Prawdopodobnie stąd też wynika sławetne i książkowe ryzyko równe 2% kapitału. Ryzykując 2% kapitału dajemy sobie prawie 50 prób.
Wracając jednak do strategii stałego ryzyka proponowanego przez Niala, ma ona 2 wady. Pierwsza z nich polega na tym, że nie ogranicza ryzyka przy serii stratnych transakcji, cały czas z góry określamy R i się go trzymamy modyfikując je raz na jakiś czas, min. co 6 miesięcy. Oczywiście jeśli w początkowej fazie pomylimy się co do wielkości R, to należy ją odpowiednio skorygować i to nie podlega dyskusji. Jednak gdy już jest ustalona wartość R, to nic przy niej nie grzebiemy przez dłuższy czas. Niestety takie podejście nie pozwala wyciągnąć więcej z systemu, a szczególnie takiego, który ma ponad 50% skuteczności i to jest drugą wadą – nie zwiększa się R wraz z serią dobrych setupów.
Nim jednak przejdę dalej, chciałbym jeszcze na moment zatrzymać się nad moją skutecznością i wynikami w ostatnich miesiącach.

Dość przypadkowo zastosowałem inny model zarządzania kapitałem. Model ten zakłada, że wraz ze wzrostem rachunku zwiększa się R. Zrobiłem to nieświadomie. Jak widać z tej tabeli na początku ryzykowałem R, ale po prawie 3 miesiącach zwiększyłem R 3 razy, a na końcu 4 razy wartości początkowej. Gdy za R podstawicie sobie wartość np. 50 zł, to uzyskacie zysk 1105,44 zł.
Gdybym nie zwiększył R, to miałbym minus -10,29 zł. (tabela nie zawiera informacji o ostatniej zyskownej transakcji opisywanej w komentarzu pod poprzednim artykułem)
Zastosowałem zarządzanie pieniędzmi, które mogłoby pasować do strategii o stałej liczbie jednostek. Praktycznie przy obliczeniu stosujemy ten sam wzór, co przy propozycji Niala – budżet dzielimy przez liczbę transakcji i otrzymujemy wartość, którą ryzykujemy. Jest jednak tutaj pewna różnica. Przyjrzyjmy się przykładowi 3200 /40 = 80 zł.
Załóżmy, że udało nam się po pierwszej transakcji zarobić 2R czyli 160 zł. Strategia polega na tym, że kolejny raz przeliczamy R, czyli teraz mam 3360 / 40 = 84 zł. Czyli nasze R wzrosło do 84 zł. Takie podejście daje znacznie lepsze rezultaty niż ustawienie stałej wartości i zmienianie jej po pewnym czasie, a szczególnie gdy posiadamy dobrą skuteczności swojej strategii. W moim przypadku przy całkowitej skuteczności na poziomie 27% może to być zły wybór, ale postanowiłem na niego postawić. W przypadku straty wartość R będzie maleć dając więcej czasu przed wyzerowaniem rachunku.
To jest właśnie podstawa zarządzania kapitałem, jego ochrona przy serii strat i gwarantowanie większych zysków przy serii udanych setupów. Przyjąłem taki model również dlatego, że zmiana z 3R na 4R byłą przyczyną błędów, które popełniłem i opisałem na początku artykułu. Dlatego wolę, by takie zmiany działy się dynamicznie, a nie były jakoś skokowo realizowane.
Kolejną sprawą, o której często się zapomina przy tej okazji, to liczba kontraktów które możemy otworzyć. Przedstawione obliczenia dotyczą jednego kontraktu (terminowego). Bym mógł otworzyć 2 kontrakty, saldo rachunku powinno odpowiednio wzrosnąć. Tutaj bazujemy na początkowej wartości R = 80 zł. Bym mógł otworzyć 2 kontrakt, nowe R powinno wynieść 160 zł, czyli powinienem dysponować budżetem 160 razy 40 = 6400 zł. Więc by zajmować pozycję dla dwóch walorów (2 kontrakty) powinienem podwoić konto. By otworzyć 3 kontrakt, to budżet powinien wzrosnąć do 240 razy 40 = 9600 zł itd. Niestety z kontraktami CFD jest pewien kłopot, bo mogą one przybierać dość dynamiczne wielkości i przy kwocie 6400 zł tak naprawdę wielkość pozycji byłaby 2 razy większa (czyli odpowiadałaby liczbie 2 kontraktów).
Nie zmienia to jednak faktu, że należy o tym pamiętać, bo jest to nagminne, iż otwiera się zbyt dużą liczbę pozycji (lub zbyt dużą pozycję) dopóki depozytu nie zabraknie na otwarcie kolejnej lub próbie wykorzystania tzw. pełnej dźwigni. All in to możecie stosować przy zabawie w pokera, ale nie na rynku! Wyjątkiem mogą być określone strategie zarządzania kapitałem, ale uważam, że należy stosować zasadę - brak ochrony kapitału to brak kapitału!
Trochę matematyki było, jednak jest to ważny temat, który może wycisnąć ze strategii znacznie więcej.
Niestety żadna strategia zarządzania pieniędzmi nie pomoże Ci, kiedy Twoja metoda ulegnie wykolejeniu. Dlatego warto też zastosować stop systemu, a na pewno warto obserwować krzywą kapitału, by zobaczyć, czy metoda nie traci na wartości lub nie znajduje się w okresie turbulencji.

Budżet na spekulacje

Wybrałem budżet na poziomie 27 R. Podzieliłem go na 3 części po 9 R. Dzięki zastosowaniu zmodyfikowanej strategii o stałej liczbie jednostek, jest szansa, że uda mi się wydłużyć liczbę stratnych setupów do 10, mimo że będę miał do dyspozycji tylko 9R.

Po pierwszej stracie zostanie mi 8R, ale ryzykować będę 0,89 R i o ile pozwoli na to depozyt będę mógł otworzyć 10 transakcję. Po 5 stratnych setupach ryzyko osiągnie minimalną wartość 0,44 R i niższe już nie będzie, bo ryzykowałbym zbyt mało, co nie miałoby większego sensu. Dodatkowo nie będę otwierać pozycji mniejszej niż 0,04 lota. Wynika to z prostych obliczeń – 0,01 + 100% = 0,02 + 50% = 0,03 + 25% = 0,0375. Stąd wolę ominąć 3 najniższe poziomy wielkości pozycji, bo duża jest między nimi różnica procentowa.
Po osiągnięciu 9 – 10 strat i sprawdzeniu przez osobę trzecią czy nie robię jakiś błędów, wpłacam kolejną część, tak by z tego co zostało plus wpłata znowu było 9R i powtarzam cykl. Jeżeli również doszłoby do 10 strat, to przechodzę na rachunek demonstracyjny na 1 – 3 miesięcy, by trenować.
A gdyby się jednak okazało, że straciłem resztę, to rzucam biały ręcznik i zapominam o rynku Forex. Niestety nie zawsze osiąga się to, co się chce osiągnąć, a trzeba też umieć powiedzieć pas. Czas który poświęciłem na rynek i naukę jest tak duży, że albo odpalę albo lepiej porozglądać się za czymś innym, bo to po prostu nie dla mnie. Jakieś SL trzeba mieć w tym wypadku i jak się nie raz przekonałem nie dotyczy to tylko inwestowania na rynku.

Turbulencje

Gdy już miałem zamiar witać się z gąską i zacząć zarabiać na Fx, to okazało się, że początki nie będą łatwe. Po pierwsze ze względu na dziwną przerwę techniczną u brokera, z którego korzystałem, więc postanowiłem wybrać innego. Przerwa techniczna była codziennie od 23:59 – 0:05, można by powiedzieć, że to tylko 6 minut, ale powiedzcie to tym, którzy zagrali na te pin bary na kablu.

Mimo że to był tylko jeden taki incydent podczas mojej nauki PA i spekulacji, to jednak nie dawało mi to spokoju.
Postanowiłem postawić na brokera, u którego na koncie demonstracyjnym wykonuję ćwiczenia. Nie obyło się bez kłopotów i cała procedura trwała kilka dni, co praktycznie opóźniło mój start o tydzień. Mocno się tym nie zraziłem, tylko dziwiło mnie, że za pierwszym razem w 2015 roku żadne z niedogodności nie wystąpiły, ale moim pierwszym brokerem było HFT, którego już nie ma.

Kolejną sprawą, która nie dawała mi spokoju i też trudno powiedzieć dlaczego, to korelacje i liczba walorów. W ostatniej fazie mojej spekulacji na rachunku demo dość skutecznie zawierałem setupy na USDJPY i USDCHF, a ten ostatni to wręcz można było planować z chirurgiczną precyzją. Niestety dochodziło do takiej sytuacji, że zawierając pozycję na USDJPY prawie że w ciemno można było ustawić to samo na USDCHF i odwrotnie. Powodowało to u mnie, że chcąc szukać potwierdzenia w sygnale patrzyłem co się dzieje na obu parach. Uważam, że takie podejście - mimo że przyniosło mi zysk - jest błędne.
Niestety tutaj bardzo żałuję, że nie mogę osiągnąć pewnej postawy odseparowania – każdy wykres to inna historia. Wiem również, że borykam się z tym od samego początku. Najlepiej by było posłuchać Niala i wybrać sobie jeden ulubiony instrument i opanować go do perfekcji – może i bardzo bym chciał, ale jak pokazuje moje doświadczenie, sygnały nie pokazują się codziennie i zdarzają się okresy wyczekiwania na sygnał. Gdy myślę o tym, z czego to może wynikać, to przychodzi mi do głowy tylko jeden wyraz – strach. Boję się, bo jak pokazuje trzeci obrazek tego artykułu moje podejście wymaga trzymania pozycji dłużej i tak naprawdę przez 30 dni nie miałbym co robić (piszę o błędzie zamknięcia bardzo dobrej pozycji B na kablu – która w chwili pisania tych słów nadal byłaby aktywna i przynosiła zysk).
Postanowiłem ostatecznie postawić na 5 instrumentów:
- indeks Dow Jones
- edek – EURUSD
- kabel – GPBUSD
- USDJPY
- ropa Brend
Jedyną korektę, którą mógłbym tutaj zrobić, to usunąć USDJPY lub zamienić na EURJPY, a odpowiedzią niech będzie ten wykres.

No i gdy już wszystko można by powiedzieć powinno działać na moją korzyść, to zacząłem się zastanawiać nad wykorzystywaniem interwału H1. Skąd ten nowy pomysł mi się wynalazł, to nie wiem. Jednak po 3 tygodniach przerwy i opracowaniu wszystkiego jak należy zacząłem o tym głośno myśleć.
Wprawdzie Nial wspomina, że osiągając pewne doświadczenie można szukać rozgrywania setupów wykorzystując interwały H4 i H1, ale czy ja już jestem na to gotowy? A raczej powinienem zadać sobie pytanie, czy będzie mi to kiedykolwiek potrzebne, bo raczej nie pasuje to do moich wyobrażeń kontaktu z rynkiem.
Pojawiło się jeszcze kilka innych przeszkadzajek i dziwów jak np. przelew, który miał iść 1h szedł 3 dni na moje konto u brokera. No i zmagam się z ograniczaniem czasu poświęcanego na analizę, chociaż chyba powoli staje się to czymś marginalnym – czyli powoli wyrabiam odpowiedni nawyk kontaktu z wykresem, a przynajmniej taki, jaki bym chciał.

Start – przewidywanie i czekanie na sygnał

Przewidywanie powoli staje się moją cotygodniową praktyką, którą chyba nawet lubię. Przyjąłem model, który nazwałbym klasycznym albo i archaicznym, ale za to bardzo mi pasującym, gdzie drukuję sobie wykresy i planuję przyszłe ruchy rynku. Zadziwiające jest to, że jak się widzi taki 100% sygnał (nie chodzi mi o to, że to pewny sygnał, ale że czytelny), to ustawia się pozycję bez zająknięcia. Taki pewniak, to pozycja nr 2
1. S - 2018,01,09 23:39:46 USDJPY SL 113,4 KZ 112,749

Sygnał też czytelny, ale jeszcze nie wiedziałem, o co chodzi z tą konsolą – objęcie bessy na oporze 113,1.
W chwili pisania pozycja nadal aktywna.

2. S - 2018,01,11 23:18:35 GBPUSD SL 1,34551 KZ 1,35069

Sygnał: pin bar na wsparciu 1.35. Niestety nie umiałem złapać dobrej relacji R/Z, dlatego ustawiłem zlecenie na cofnięcie pod poziom otwarcia tej świecy. Zlecenie się nie aktywowało.

3. B - 2018,01,18 00:09:12 USDJPY SL 110,155 TP 111,928 KZ 110,864

Sygnał: objęcie hossy, wsparcie 110,8. Po zauważeniu pin bara (sesję wcześniej), który dla mnie ma nazwę muchomor (to po prostu pin bar, który nie jest kontynuacją ruchu, tylko formacją fałszywą) wiedziałem, że mam ustawiać B, tylko rynek nie dał oczywistego miejsca na SL i dlatego czekałem na kolejną świecę.
Strata: 0,94 R.

4. S - 2018,01,23 23:20:49 USDJPY SL 111,223 TP 108,484 KZ 110,31

Sygnał: objęcie bessy 110,8. Tutaj popełniłem drobny błąd, bo jakoś zmierzyłem, że TP 2R osiągnie przed wsparciem 109, a jak widać wyszło 52 pipsy niżej. Postanowiłem nic nie zmieniać i nie korygować tego błędu.
Zysk: 1,8 R.

5. B - 2018,01,25 23:05:10 USDJPY SL 108,476 TP 110,678 KZ 109,21

Sygnał: pin bar a`la doji – wsparcie 109.
Strata: 0,89 R.
Mi pozostaje czekać, co się wydarzy na poziomie 109 na UJ, a na razie tak prezentuje się wykres kapitału.

Co dalej

Gdy oceniam różne sytuacje, w jakich się znalazłem po 8 grudnia i zakończenie całego roku 2017, to przed oczami mam dwa obrazy.
Pierwszy to obraz, jak gdybym właśnie w grudniu zdał jakiś egzamin i właśnie otrzymałem dokument uprawniający mnie do zaryzykowania gotówki na rynku. Przy tej okazji przypominają mi się słowa osoby przygotowującej mnie na prawo jazdy i pytanie – Jak myślicie, po jakim czasie będziecie mogli o sobie powiedzieć, że jesteście dobrymi kierowcami? Dokładnie chodziło mu o to, jaki czas minie by móc powiedzieć, że posiada się odpowiednie doświadczenie jako kierowca. Odpowiedział po przejechaniu 150 000 km, co można by zamienić na 5 – 10 lat jazdy samochodem w zależności od liczby przejechanych km rocznie. Przypomniało mi się to pytanie, bo właśnie zdałem pierwszy rynkowy egzamin, ale jeszcze kilka lat upłynie, nim będę mógł nazwać się dobrym, czy nawet bardzo dobrym inwestorem/spekulantem.
Drugi obraz który mi przyszedł do głowy, to gojenie się rany. Gdzie, gdy ta rana się goi i od czasu do czasu swędzi i człowiek chciałby już o niej zapomnieć, tak jak od czasu do czasu na rynku przede mną będą się pojawiać różne zdarzenia, które będzie trzeba po prostu przetrwać lub przeczekać. Najważniejsze jest jednak to, że stoję na krawędzi, po jednej stronie mam sukces, a po drugiej porażkę i w kontekście rynkowym zawsze tak będzie. Dla mnie teraz ważne jest by budować dobre nawyki i oddalać się od tej ryzykownej sytuacji w bezpieczną stronę. Pamiętając o tym, że ryzyko na rynku będzie zawsze i należy się do tego przyzwyczaić.
Następny dziennik powinien pojawić się już w maju – zamierzam zrobić sobie jeszcze jedną przerwę od rynku i całego tego świata, by spełniać swoje marzenia. Zniknę całkowicie, dlatego proszę o wyrozumiałość i cierpliwość.
Na koniec zostawiam Was z myślą, która określa cały proces stawania się konsekwentnie zarabiającym inwestorem – Nie chodzi o to, by wygrać zawody sprinterskie, ale ważne jest by ukończyć maraton! – Pozdrawiam

Wynik
Rafał 1:0 Rynek

Rafał Zając

Kochający mąż i ojciec. Z zawodu informatyk. Prywatnie amator sportu. Kierujący się w życiu zasadami etyki chrześcijańskiej.